Čyhunačny marafon — dramy i budni najdaŭžejšaha maršrutu ŭ Biełarusi REPARTAŽ 16

Aŭtar: Natalla Tur, fota Nadziei Bužan

Cyhanka, jakaja nie varožyć navat samoj sabie, i vajenny lotčyk, jaki lataŭ na vyšyni 20 000 mietraŭ. Zakachanyja, stomlenyja, viasiołyja, zadumiennyja… Hetych ludziej abjadnaŭ ciahnik Homiel — Hrodna praciahłaściu 804 kiłamietry, jaki ŭ darozie 16 hadzin 40 chvilin. I za hety čas, viadoma, možna pierakazać usio žyćcio. Što my i pasprabavali zrabić razam z Bukmiekierskaj kantoraj Marafon, zładziŭšy sapraŭdny čyhunačny marafon.

Za chvilinu da adpraŭleńnia ciahnika z Homiela na prystupcy staić pravadnica i pakazvaje žoŭty ściažok.

«Žoŭty — značyć, što ŭsie pasažyry na miescach, što ŭsio spraŭna, što my hatovyja da adpraŭleńnia. Mašynist bačyć žoŭtyja ściažki i razumieje, što možna śmieła ruchacca», — tłumačyć pravadnica.

Zdarajecca, što i čyrvony treba pakazać.

Byvaje, što pasažyr spaźniajecca, biažyć za ciahnikom, voś-voś skočyć na prystupku. U niekatorych pravadnikoŭ jość svaja «fiška»: kali jany bačać, što čałaviek zaraz uchopicca za parenčy, jamu mohuć kryknuć: «Mužčyna, a vy telefon zhubili». Čałaviek spyniajecca i adstaje ad ciahnika. Robiać heta nie dla taho, kab naškodzić, a kab čałaviek nie atrymaŭ traŭmu.

Darečy, užo ŭ Kalinkavičach my na svaje vočy ŭbačym, jak za ciahnikom bieh mužčyna i nie chacieŭ adpuskać tuju žančynu, jakuju pravodziŭ. Ale pra heta paźniej.

Načalnica ciahnika: u pravadniki pajšła, kab vychoŭvać syna pa čarzie z mamaj

Volha Binda pracuje načalnikam ciahnika Homiel — Hrodna ŭžo treci hod. A na čyhunku pryjšła ŭ 2001 hodzie.

«Za hety čas zdarałasia šmat čaho. Heta ž daroha, ludzi. Pa-roznamu byvaje. I pjanych davodziłasia ssadžvać, i svarki pamiž pasažyrkami supakojvać, i rody prymać, i Novy hod u darozie sustrakać. Niapraŭda, što ŭ śviaty pracavać składaniej. Nie. Viesiałości ŭ ciahniku niama. Nichto navat śpirtnoha nie ŭžyvaje. Čamu? Dy tamu što ŭ navahodniuju noč jeździać sumnyja ludzi. Tyja, chto kudyści spaźniŭsia, abo tyja, kaho nichto nie čakaje», — adkazvaje Volha.

«Da čyhunki ja pracavała buchhałtaram, siamiejnaje žyćcio nie skłałasia, adna vychoŭvała šaścihadovaha syna. Mama maja pracavała pravadnicaj. Jana i prapanavała pierajści da jaje. Zarobki na čyhuncy byli vyšejšyja. My jeździli ŭ roznyja rejsy i pa čarzie vychoŭvali syna», — raskazvaje Volha.

Prafiesija pravadnicy nastolki zaciahnuła žančynu, što ŭžo druhuju adukacyju jana atrymała pa śpiecyjalnaści. 

«A kali prapanavali pasadu načalnika ciahnika, z radaściu pahadziłasia. Choć adkaznaści i bolej, ale heta novy, cikavy dośvied. I pasažyry ŭ mianie samyja lepšyja, i bryhada samaja pryhožaja», — uśmichajecca Volha Binda.

U Homieli da samoha Hrodna ŭ ciahnik siadajuć tolki 13 pasažyraŭ. Asnoŭny pasažyrapatok pačniecca ŭ Kalinkavičach.

Pakul ža u vahonie jeduć pa 2-3 čałavieki. Adzin ź pieršych pasažyraŭ — Rusłan Bondaraŭ. Jon jedzie ŭ pracoŭnuju kamandziroŭku.

Nie pajšoŭ pracavać azielanialnikam, bo na vulicy pracavać choładna

Chłopiec chodzić pa vahonie, prosić zaradzić mabilny telefon. Pravadniki bačać, što jon sprabuje ŭtyknuć zaradku ŭ razietku, nad jakoj napisana: «Zaradka mabilnych pryładaŭ zabaronienaja», svaracca.

Načalnica ciahnika Volha Binda tłumačyć, što ciahniki staryja i nie prystasavanyja dla zaradki mabilnikaŭ. Moža skoknuć napruha — mabilnik pieraharyć. Pasažyr u takim vypadku maje prava napisać skarhu. Voś kab paźbiehnuć nieparazumieńniaŭ, u ciahnikach i zabaroniena zaradžać mabilnyja pryłady.

U čyhuncy razumiejuć niazručnaść situacyi. Pravadnicy mohuć prapanavać paŭerbank. Paŭhadziny karystańnia kaštujuć 1 rubiel 60 kapiejek.

Marafonbiet siarod padpisčykaŭ u sacyjalnych sietkach nieŭzabavie razyhraje takuju bieskantaktnuju zaradnuju pryładu. Padpisvajciesia i sačycie za navinami.

Rusłan Bondaraŭ ža sadzicca la akna, adkładaje mabilnik ubok i raskazvaje:

«Ja sam z Homiela. Pracuju na «Homieldrevie», vyrablaju meblu: šafy, tumby, stały. Zarobak u mianie 450 rubloŭ. Dla mianie heta narmalna. Ja žyvu adzin, biez baćkoŭ. Zakančvaŭ ja Homielski prafiesijna-budaŭničy licej pa śpiecyjalnaści «azielanialnik». Ale vielmi rady, što znajšoŭ hetuju pracu. Bo azielanialnikam daviałosia b pracavać uvieś dzień na vulicy. A tut, u cechu, ciopleńka. U Hrodna jedu ŭ pracoŭnuju kamandziroŭku. A tak padarožničaju nie tak časta. Maru ź dziaŭčynaj svajoj u Maskvu źjeździć. Nam jana padabajecca bolš, čym Homiel. Tam pryhoža», — raskazvaje pasažyr.

«Ja vykonvaŭ usie fihury vyšejšaha piłatažu»

Z Homiela ŭ Roś, što na Hrodzienščynie, jedzie Alaksandr Kulčycki. Jon haściavaŭ u svajho baćki, ciapier viartajecca dadomu. Alaksandr u darozie čytaje histaryčnuju knihu.

«Ja ciapier piensijanier, času volnaha šmat, voś i čytaju. Ja — vajenny lotčyk. Vyjšaŭ u adstaŭku ŭ zvańni padpałkoŭnika, ciapier pracuju na pošcie kiroŭcam, razvožu piensii pa vioskach. I, viedajecie, byvaje, zaŭvažaju, što ŭ zvyčajnaj viaskovaj babuli piensija bolšaja za maju. Pytajusia: jak tak? A mnie adkazvajuć, što to ž byłaja dziaržsłužačaja», — raspaviadaje Alaksandr.

Kankretnuju sumu Alakandr tak i nie nazvaŭ, ale pryznajecca, što pamieram piensii zadavoleny. Chapaje jaje i na jaho z žonkaj, i dźvium dočkam dapamahać.

Kali razmova zachodzić pra avijacyju, u Alaksandra zapalvajucca vočy:

«Ja viedaju pra avijacyju ŭsio», — pryznajecca surazmoŭca.

Jon raskazvaje, što skončyŭ vajennaje vučylišča ŭ Staŭrapali. Kali tut, u Rosi, jašče isnavała vajennaja baza, nakiravali na pracu siudy.

Alaksandr nie raz udzielničaŭ u avijaparadach na źniščalnikach, vykonvaŭ i piatlu, i bočku.

«Ja lotaŭ amal u kaśmičnym skafandry na vyšyni 20 000 mietraŭ. Heta stol dla niekatorych źniščalnikaŭ. Lotaŭ vyšej za abłoki, tam užo nieba bezavaha koleru».

Čaho nie davodziłasia rabić za mnohija hady słužby — heta katapultavacca.

«U hetym i adroźnieńnie byłoj savieckaj avijacyi ad toj ža amierykanskaj. Naša avijacyja raźličanaja na toje, što piłot zastajecca ŭ sałonie samalota da apošniaha, časam ryzykujučy svaim žyćciom, ale nikoli nie pakinie samalot, kali jaho padzieńnie moža pryvieści da trahiedyi. U ciapierašnich samalotach pad kresłami zachoŭvajucca nieabchodnyja rečy, kab vyžyć, kali piłot vymušany budzie katapultavacca ŭ tajzie. Darečy, tajha — samaje sumnaje miesca dla palotaŭ. Laciš, a pad taboj na 1000 kiłamietraŭ les. I ŭjavić strašna, što tut daviadziecca katapultavacca. Vyratavalnyja viertaloty lotajuć na adlehłaść 400 kiłamietraŭ, i ty razumieješ, što ŭ vypadku čaho ciabie prosta nie dastanuć. I hetyja nieabchodnyja rečy, kštałtu zapałak ci sihnalnych rakiet, u lotčykaŭ źjavilisia tolki paśla vajny. Byŭ vypadak, kali lotčyk pryziamliŭsia niedzie ŭ tajzie. Jaho doŭha šukali, ale znajšli, na žal, užo pamierłym. A pry im zapiska była: «Nu i svołačy ž vy! Ja absalutna zdarovy, ale praz toje, što pry mnie niama navat zapałak, vidać, pamru», — raspaviadaje Alaksandr.

Akramia pracy piłotam, Alaksandr Kulčycki doŭhi čas byŭ instuktaram pa skačkach z parašutam.

«Ciapier, kaniečnie, nieba nie chapaje. Tolki i zastajecca hladzieć kino pra lotčykaŭ. Pahladzieŭ «Ekipaž» novy. I mnie spadabałasia. Jość lapy i niedarečnaści, ale hladziš i hanaryšsia. Hałoŭny ž hieroj filma naš, pryjšoŭ u hramadzianskuju avijacyju z vajennaj. Piłoty pasažyrskich samalotaŭ tak nie ŭmiejuć», — razvažaje Alaksandr Kulčycki.

***

BK Marafon: Chto atrymaje «Oskar» za najlepšy film — «Adnojčy ŭ Halivudzie», «1917», «Parazity», «Džokier» ci inšy?

***

Jak ja mahu varažyć ludziam, kali ŭ svaim žyćci razabracca nie mahu?

U Kalinkavičach na pieronie razyhrałasia drama. Za chvilinu da adpraŭleńnia ciahnika, kali pravadnica padniała płatformu i dastała žoŭty ściažok, niejki mužčyna bieh za ciahnikom, čaplaŭsia za parenčy i kryčaŭ žančynie, jakuju pravodziŭ:

«Nie pušču, kali ty zaraz źjedzieš — ty bolš nikoli da mianie nie vierniešsia».

Sprabavaŭ uskočyć u ciahnik, ale pravadnica patłumačyła, što budzie vymušana aštrafavać jaho za bieźbiletny prajezd. Mužčyna jašče krychu prabieh pa pieronie, daciahnuŭsia da šalika žančyny, jakuju jon pravodziŭ, ściahnuŭ jaho ź jaje šyi i zastaŭsia ŭ Kalinkavičach.

Žančyna, jakuju jon pravodziŭ, zaniała bakavoje miesca, zamoviła sabie kavy. Spačatku kazała, što jaje žyćcio naŭrad ci budzie nam cikavym, ale, adpivajučy hłytok za hłytkom, padzialiłasia svajoj historyjaj.

«Ja naohuł nie pavinna była pryjazdžać u Kalinkavičy. Ja sama sa Słonima. Zavuć mianie Vala, mnie 35 hadoŭ. Ja zamužam, u mianie 8 dziaciej. Ja adnošusia da toj nacyjanalnaści, dzie addajuć zamuž biez žadańnia dziaŭčyny. I ja navat ujavić sabie nie mahła, što kaliści zmahu pa-sapraŭdnamu pakachać. My paznajomilisia ŭ internecie. U nas abaich adnolkavaje, redkaje dla cyhan, proźvišča. Jon napisaŭ, dumaŭ, što my svajaki. Stali pierapisvacca ŭsio čaściej. Na hetyja vychodnyja jon upieršyniu paklikaŭ mianie da siabie. Mužu ja schłusiła, što jedu pa spravach. A ciapier ja nie viedaju, što mnie rabić. Ja adrazu pryznałasia, što ŭ mianie 8 dziaciej, a jon dakazvaje mnie, što heta nie prablema, što jon pracaŭładkavany, što hatovy zabiaśpiečvać i mianie, i maich dziaciej, i svaich dźviuch dačok. A ja nie viedaju, što mnie rabić. Mužu pryznacca strašna. Adkazvać daviadziecca nie tolki pierad siamjoj, ale i pierad narodam», — raskazvaje Vala.

Vala raskazvaje, što jana vyjšła zamuž u 17 hadoŭ. Muž jaje skraŭ.

«Ja pajechała ŭ Baranavičy na chreśbiny da svajakoŭ, a tam zvyčajna ŭsia radnia źbirajecca. Svajho budučaha muža ja viedała daŭno, staviłasia da jaho jak da svajho siabra. I zaŭvažyła, što na zastolli jon usio padlivaje i padlivaje mnie vino. I ŭhavorvaje: usio budzie dobra, ja prasaču za taboj. A ja ačuniała tolki ŭ mašynie, jon mianie vioz da siabie dadomu. Ja płakała, prasiłasia. Jon siłaj uziaŭ. I što mnie było rabić: dadomu viartacca nielha. Inakš adzieli b chamut», — raskazvaje Vala.

Vala raskazvaje historyju i krucić u rukach telefon, jaki biaskonca zvonić:

«U nas byvaje i takoje, što muž ad reŭnaści moža i zarezać žonku. A ŭ cyhan nie pryniata pa dapamohu źviartacca ŭ milicyju, tolki da starejšaha cyhana. Kali zdarajecca takoje, źbirajucca starejšyja cyhany i vyrašajuć, jak karać taho, chto praviniŭsia. Samaje strašnaje pakarańnie — heta kali cyhana adłučajuć ad narodu. Jamu dajecca asobnaja miska, asobnaja łyžka, asobnaja šklanka. Za ahulny stoł jaho nie sadziać. Kali rašusia pakinuć siamju, to mianie moža čakać takoje pakarańnie», — razvažaje Vala.

Kali my z Valaj zakranuli temu stereatypaŭ, źviazanych z cyhanami, jana skazała:

«Voś kažuć, što ŭsie cyhanie varožać. A jak ja mahu varažyć kamuści, kali ja ŭ svaim žyćci razabracca nie mahu? Cyhanie varožać usio radziej i radziej, koniej bolš nie kraduć. Cyhanie śpiavajuć. Heta praŭda. Kali ty nie ŭmieješ śpiavać, ty nie cyhan. Cyhanie stanoviacca bolš cyvilizavanyja. Majoj starejšaj dačce 15 hadoŭ. U hetym uzroście jana pavinna nasić spadnicy za kalena. A jana mnie adkazvaje: «Mama, advali, ja nie chaču žyć pa cyhanskich zakonach. Chaču pa biełaruskich. I kali jana zachoča vyjści zamuž za biełarusa, my pavinny budziem z hetym pahadzicca. A vy viedajecie, jak u nas pałochajuć niepasłuchmianych dziaciej? «Budzieš siabie błaha pavodzić, addamo ciabie ruskim», — uśmichajecca Vala.

Saładucha — idealny pasažyr, a voś Žukaŭ z «Ruki vvierch» zaśmieciŭ uvieś vahon

Uvieś šlach nas supravadžaje pravadnica Hanna Kurejka. Pracuje jana na čyhuncy daŭno. Raskazvaje, što navat paznaje niekatorych pasažyraŭ i pryznajecca, što zdarałasia vazić i zorak.

«Saładucha jechaŭ. Pryčym nabyŭ kvitok u zvyčajnaje kupe, ź im razam inšyja pasažyry jechali. Vielmi soniečny čałaviek. Sfatahrafavaŭsia z nami, aŭtohraf pakinuŭ. Pieśni pra vinahrad, praŭda, nie śpiavaŭ. A byŭ vypadak, kali rasčaravałasia ŭ tak zvanych «zorkach».

Mužčyna jechaŭ, vyjšaŭ z kupe ŭ ciomnych akularach, u kiepcy, padyšoŭ da mianie, kaža: «Ja Žukaŭ, dzie možna pakuryć». A ja dumaju: što za načalnik taki na čyhuncy Žukaŭ, što ja pavinna jamu dazvolić pakuryć? Paśla dziaŭčaty-pravadnicy patłumačyli, što heta salist «Ruki vvierch». Jany jechali ŭ kupe, ale na 12 čałaviek vykupili ŭvieś vahon. Paśla siabie taki brud pakinuli! Ja vyniesła šeść vializnych miachoŭ dla śmiećcia», — raskazvaje pravadnica.

Hanna ličyć prafiesiju pravadnicy padobnaj da prafiesii psichołaha.

«Historyj šmat zdarajecca. Byvaje, što płačuć pasažyry, dzielacca niejkimi svaimi sakretami, pieražyvańniami. Vysłuchoŭvaješ, supakojvaješ. Byvaje, što pasažyry adstajuć ad ciahnika. Davodzicca składać akty i zdavać rečy na najbližejšaj stancyi. Byvaje, što bolš biehaješ za dziećmi pa vahonie, čym ich baćki. Tłumačyš, što pa vahonie biehać niebiaśpiečna, voś i davodzicca dahaniać dziaciej, spyniać, kab vypadkova nie paranilisia dzie», — raskazvaje Hanna Kurejka.

U načalnika ciahnika taksama možna ŭziać šaški ci šachmaty. I karysna, i čas chutčej prachodzić, i mabilnik nie razradžajecca.

***

BK Marafon: Chto stanie supiernikam Karłsiena Mahnusa ŭ baraćbie za šachmatnuju karonu?

***

«Mama, vypi soku!»

U adnym z vahonaŭ jedzie sapraŭdny dziciačy sadok. Na hadzińniku kala dziesiaci hadzin viečara, u vahonie pryhłušanaje śviatło, dzieci ŭkładajucca spać i rahočuć. Razam ź imi śmiajecca ich mama Ryma i babula Valancina.

«My našym tabaram jedziem u hości da majoj dački ŭ Haradzieju z Chojnikaŭ», — raskazvaje Valancina.

«Muž Rymy — dalnabojščyk, adrazu z rejsu pajechaŭ tudy, nas tam čakaje. Voś vy, karespandenty, adkažycie nam na pytańnie: čamu ŭ našaj krainie šmatdzietnamu baćku nielha znajści pracu kala domu, kab dobra apłačvałasia, čamu jon vymušany pa zamiežžach jeździć?» — pytajecca Valancina.

«Mama, pamaŭčy, vypi soku!» — žartuje Ryma.

A Valancina praciahvaje:

«U nas vielmi družnaja siamja. My žartami tolki i ratujemsia. Źbiaromsia razam i śmiajomsia, chacia, byvaje, płakać chočacca. Čatyry hady tamu ja pachavała svajho syna, jamu 32 hady było, usie Chojniki pryjšli jaho chavać, siem miesiacaŭ tamu pachavała muža», — praciahvaje Valancina.

«Mama, papi soku, ty zaraz usie siamiejnyja tajamnicy vydasi», — znoŭ uśmichajecca Ryma.

Na palicach sprabujuć zasnuć čatyry chłopčyki i dziaŭčynka. Usie — dzieci Rymy.

«Tak, ja šmatdzietnaja maci, navat dakumienty źbirała na toje, kab atrymać orden, ale mianie zaviarnuli, skazali, što kali jość niejkija pravaparušeńni, štrafy, to orden nie daduć. A ŭ mianie jość štraf za pieravyšeńnie chutkaści», — pryznajecca žančyna.

«Što za zakony takija? Susiedku šmatdzietnuju taksama raźviarnuli, kali daviedalisia, što ŭ jaje byŭ štraf za toje, što pierachodziła darohu bieź flikiera. A ŭ Rymy byŭ štraf, kali viezła syna ŭ balnicu. Vovu, našamu starejšamu, try razy apieracyju na serca rabili. A kali Ryma viezła małodšaha z raddoma, naohuł u strašnuju avaryju trapili», — raskazvaje Valancina.

«Mama, sok!» — sprabuje spynić mamu Ryma.

«Pierad Novym hodam heta było. Ryma jakraz naradziła, sama za rulom viezła syna z raddoma. Trapili ŭ avaryju, ich vykinuła z sałona. Daktary, što pryjechali na miesca, navat nie źviarnuli ŭvahi spačatku na niemaŭla, padumali, što lalka na śniezie valajecca, ratavali Rymu. Dziakuj Bohu, što ŭsio abyšłosia»,— raskazvaje Valancina.

U Valanciny zaraz vaśmiora ŭnukaŭ i dźvie ŭnučki.

«Ja ščaślivaja babula», — uśmichajecca žančyna i narešcie nalivaje ŭ kubačak sok.

***

Noč u ciahniku prajšła spakojna. Nichto nie śpiavaŭ piesień, nie płakaŭ, nie svaryŭsia. Ludzi raźvitvalisia, dziakavali pravadnikam i sychodzili ŭ noč.

Ranicaj u Hrodna pryjechała nie tak šmat čałaviek. Ź minskaj 61 himnazii pryjechali na ekskursiju staršakłaśniki, z bukietam ruž da dziaŭčyny Viktoryi pryjechaŭ z pracy Fiodar. Raskazvaje, što sieŭ u ciahnik u Homieli, pa kvietki paśpieŭ vybiehčy ŭ Minsku, pakul stajaŭ ciahnik.

Kali my taksama syšli na kancavoj stancyi Hrodna, pačuli, jak naša pravadnica zyčyć pravadnicy ciahnika, jaki tolki-tolki adyšoŭ ad pierona:

«Zialonieńkaha tabie!» —

heta značyć «u dobry šlach» pa-čyhunačnamu.

Partnior materyjała — Bukmiekierskaja kantora Marafon

Marafonbiet — heta zaŭsiody vysokija kaeficyjenty, vielizarny vybar spartyŭnych padziej i chutkija vypłaty!

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?