Vasilij Łožkin. «Pijaniery Płaniety małpaŭ».

Vasilij Łožkin. «Pijaniery Płaniety małpaŭ».

Noč padkradałasia da Minska... Paśla znajomstva na Linii Stalina Piotryk pravodziŭ Taćcianu dadomu. Čym bližej padychodzili jany da domu, tym saramliviejšym rabiŭsia ich i biez taho niaśmieły dyjałoh. I voś užo pakazaŭsia jaje padjezd. Piotryk pačaŭ niervova cierabić značok BRSM.

Taćciana kakietliva papraŭlała čyrvona-zialonyja stužački ŭ vałasach. Uźnikła niajomka paŭza.

— Pietr, a vy... vy Łukašienko lubitie?

Piotryk źnijakavieŭ. Jon nijak nie čakaŭ takoha pavarotu padziejaŭ.

— Nu... da, da! Koniečno. Jeho žie vsie lubiat...

— Niet ja sieŕjezno sprašivaju. Vsie — eto tak. Eto nie to. Vot ja po-nastojaŝiemu Jeho lublu! A vy, vy lubitie???

Jon hladzieŭ u jaje biazdonnyja, błakitnyja, pa-dziciačy prostyja vočy, i, zdajecca, tanuŭ u ich. Jon usio rezka zrazumieŭ, i jaho vusny cicha prašaptali «Da...». Taćciana zaśmiajałasia, cmoknuła jaho ŭ ščaku i žvava paskakała pa leśvicy, niby nie sakratar rajonnaha adździaleńnia, a 11-hadovaja pijanierka, jakaja tolki atrymała svoj bilet. Piotryk stajaŭ uvieś čyrvony i biazhłuzda paśmichaŭsia. Potym paviarnuŭsia i pajšoŭ dadomu.

«Ja obiazatielno, obiazatielno prihłašu jeje zavtra na vstrieču s vietieranami...», — badziora dumaŭ jon.

Źmiarkałasia. Nabližałasia chaładnavataja letniaja noč 2020-ha hoda.

Nastupnym rankam Piotryk jak zvyčajna rabiŭ zaradku, słuchajučy pijanierskuju zaru. Juny hołas śpiavaŭ niešta pra mir i spraviadlivaść. Ale Piotryk nie słuchaŭ. Navat takija važnyja rečy jaho chvalavali mienš, čym učorašniaja sustreča z Taćcianaj. Piotryk skončyŭ zaradku i pajšoŭ mycca i čyścić zuby. U hałavie jaho pastajanna pulsavała dumka ab tym, što maje adbycca zvanku.

— Da sobieriś žie ty! Ty žie nastojaŝij mužčina — vsie taki pioniervožatyj stoličnoj orhanizacii! — hrozna skazaŭ jon lusterku.

Piotryk padyšoŭ da telefona i nabraŭ patrebny numar. Pajšli doŭhija hudki. «Nieužieli ona prospała!» z žacham padumaŭ jon, ale tut hudki skončylisia, i zadychany hołas adkazaŭ:

— Da?

— Taťjana?

— Pietr? Eto Vy? Prostitie ja tolko čto s probiežki, ponimajetie hotovluś k letniemu prazdniku Zimniej Łyžni… — sprabujučy supakoić razharačanaje dychańnie, skazała jana.

«Durak», — u dumkach abłajaŭ siabie Piotryk. Kak ty moh podumať takoje — siekrietaŕ rajonnoho otdielenija i prospała siemičasovoj vsieriespublikanskij podjem».

— Taťjana, dieło v tom, čto siehodnia sostoitsia vstrieča s Vietieranami—dieťmi—Vietieranov Vielikoj Otiečiestviennoj Vojny. Nie chotitie li vy sostaviť mnie kompaniju na etom mieroprijatii?

— M... — pačułasia ŭ słuchaŭcy paśla praciahłaha maŭčańnia.

— Ili u Vas druhije płany? — padazrona spytaŭ Piotryk.

— Niet, dieło v tom, čto ja sama sobirałaś tuda pojti. No, mmm, nie odna.

«Čiort pobieri!» — praniesłasia ŭ hałavie ŭ Piatra. Jon umomant zasumavaŭ.

— Nu tohda iźvinitie, Taťjana…

— Nu čto Vy… Spasibo za prihłašienije… Možiet, tam uvidimsia…

U słuchaŭcy zahučali karotkija hudki. «Možiet, tam uvidimsia…», — pahardliva skryviŭšy vusny praciahnuŭ jon, i tut ža pierasioksia, tamu što nie mieŭ nijakaha prava hetak dumać. Usie ž taki jana — sakratar... U takim zasmučanym stanie Piotryk adpraviŭsia śniedać pad staražytny šlahier, jaki hučaŭ z pryjomnika «oo—aaaa—oo «, jaki viadoma ŭzdymaŭ jamu nastroj, ale ž nie nastolki.

Tramvaj viesieła hrymieŭ pa Nacyjanalna—biblijatečnym praśpiekcie imia Partyzanaŭ. Uvajšoŭšy, Piotryk pačaŭ lapać pa kišeniach u pošukach prajaznoha. Padyšła kanduktarka. Heta była žančyna hadoŭ tryccaci—piaci—saraka. Jana hladzieła na jaho sproby znajści bilet i ŭžo pačynała niezadavolena chmurycca.

— Nu čto žie vy tovariŝ! Nieužieli zabyli? Aj—iaj—iaj, — pačała chitać hałavoj jana.

Piotryk imhnienna pačyrvanieŭ i biezdapamožna zirnuŭ na kanduktarku.

— U mienia piervyj raz takoje… — pramiamliŭ jon i apuściŭ vočy dołu.

— Nu ničieho, ničieho, byvajet, — zaśmiajałasia kanduktarka. — BRSMoviec? Tohda ładno, jezžaj biespłatno…

U Piatryka pierachapiła dychańnie.

— Kak.. Kak biespłatno?

— A tak. Ja tiebie proŝu…

Piotryk moŭčki ŭtaropiŭsia na hetuju fihuru ŭ sinie—žoŭtaj nakidcy.

— Ja! Ja Vam nie pozvolu! — zakryčaŭ jon, — Vy žie otvietstviennyj rabotnik, vy žie, — zadychajučysia praciahnuŭ jon, — vy žie dołžny ponimať, čto u koopierativnoho priedprijatija «Minsktrans» každyj biełorusskij rubl na sčietu!

Kanduktarka spałochana zirnuła na jaho. Piotr pačaŭ mituśliva korpacca ŭ kišeniach. Narešcie jon dastaŭ niekalki achajna składzienych kupiur i sunuŭ ich kanduktarcy:

— Vot probiejtie mnie dva, požałujsta, i sdaču ostavtie siebie, to jesť «Minsk—transu». Ja Vam nie kakoj—nibud́ lhotnik! — z honaram skazaŭ jon, napiaŭšysia.

Kanduktarka patupiła pozirk. Jana saramliva ŭziała praciahnutyja hrošy i paśpiešliva adarvała dva kvitka ad rułona.

— Dieržitie, hraždanin. Prijatnoho vam projezda.

— Spasibo… — burknuŭ Piotryk i sunuŭ u kišeniu tałony.

Tramvaj spyniŭsia, i ŭ jaho pačali zachodzić novyja pasažyry. Kanduktarka źbiehła vykonvać svaje abaviazki.

Piotr nasuplena ŭtaropiŭsia ŭ akno. Da sustrečy zastavałasia nie bolš za paŭhadziny ...

U prastornaj zali pałaca pijanieraŭ było nie prapchnucca. Nietaropka zachodzili piensijaniery, hrupkami trymalisia maładyja BRSMaŭcy, kidajučy pozirki na takich ža maładych BRSMavak. Mužčyny va ŭzroście niešta niahučna abmiarkoŭvali ŭ faje, usiudy snoŭdałasia pijanierskaja maleča. Sustreča abiacała być vielmi cikavaj.

Piotryk ahledzieŭsia ŭ pošukach Taćciany. Jaje nie było. «Možiet, tam uvidimsia», — znoŭ sarkastyčna prašaptaŭ jon.

Adčynilisia dźviery ŭ zału, i žančyna ŭ strohim kaściumie z pryšpilenym da jaho čyrvonym hvaździkom paprasiła ŭsich prajści ŭ siaredzinu. Ludzi adrazu ž paśpiašalisia.

Piotryk chmury paploŭsia ŭ zalu. Znajšoŭšy svajo miesca, jon sieŭ i ŭtaropiŭsia ŭ padłohu. Niečakana jamu stała kryŭdna. Taćciana zdavałasia takoj sumlennaj i ščyraj, a tut takaja prajava. Bolš za ŭsio jaho biantežyła, što jana — aktyvistka i spartoŭka, tak jaho praviała. «Kak pośle etoho vieriť ludiam…» — padumaŭ jon.

— Zdravstvujtie, dorohije tovariŝi! — daniesłasia sa sceny. Piotr zacich, pačuŭšy znajomy hołas. Bajučysia pamylicca, jon padniaŭ vočy. Jaho dychańnie pierapyniłasia. Na scenie była Taćciana ... U lohkaj parkalovaj sukiency ajčynnaha vytvorcy jana stajała na scenie. Piotr źnieruchomieŭ.

— Zdravstvujtie hraždanie. Snačała ja choču vyraziť svoju ohromnuju błahodarnosť i skazať ohromnoje čiełoviečieskoje spasibo za to, čto mienia prihłasili v eto, nie pobojuś skazať, vieličiestviennoje zdanije čtoby vystupiť pieried Vami.

Jaje hołas pierapyniŭ škvał apładysmientaŭ. Piotryk utałopiŭsia ŭ Taćcianu i nie moh adarvać vačej.

Jana padałasia jamu takoj, takoj, što jon navat nie znajšoŭ słovaŭ, jak sabie heta patłumačyć.

Na scenu vyjšaŭ mužčyna hadoŭ piacidziesiaci. Jon saramliva paśmichaŭsia. Apładysmienty pačali ścichać.

— Zdravstvujtie, hraždanie. Snačała ja choču vyraziť svoju ohromnuju błahodarnosť i skazať ohromnoje čiełoviečieskoje spasibo za to, čto mienia prihłasili v eto, nie pobojuś skazať, vieličiestviennoje zdanije čtoby vystupiť pieried Vami.

Znoŭ usčaŭsia škvał apładysmientaŭ. Taćciana z vopleskami spuściłasia ŭ zału, kab nie pieraškadžać vystupajučym.

— Moj otiec, Viktor Ivanovič, okazałsia obładatielem udivitielnoj sud́by. Buduči malčiškoj v 41-om hodu on pošieł v partizany biť niemiecko—fašistskich zachvatčikov. V otriadie on był samym mołodym. Letom 41-ho jemu kak raz ispołniłoś 6 let. No eto nie pomiešało jemu vziať v svoi užie mužskije dietskije ruki avtomat i pojti biť friciev…

Kanstancin Viktaravič pačaŭ raskazvać pra hieraičny los svajho baćki. U zali zapanavała poŭnaja cišynia.

Piaćsot čałaviek z zachapleńniem słuchali raspovied hanarovaha hramadzianina. Piotr azirnuŭsia. Pobač ź im siadzieŭ bialavy pijanier. Zacisnuŭšy svaimi ručkami halštuk i šyroka raskryŭšy rot i vočy, toj słuchaŭ apoviad vieterana. «Dostojnaja smiena podrastajet» — padumaŭ Piotr, uśmichnuŭsia i bolš nie adryvaŭsia ad podźvihaŭ šaścihadovaha chłopčyka, jaki za pieršyja dziesiać dzion vajny padbiŭ 16 tankaŭ tryma hranatami ...

Piotryk miaŭsia kala sceny, nijak nie nabraŭšysia rašučaści padyści da Taćciany. Jana stajała pobač ź Sieralikovičam, akružanaja natoŭpam ludziej, žadajučych parazmaŭlać z takim hodnym hramadzianinam.

Padychodzili mužčyny pacisnuć ruku, dziaŭčaty aktyvistki BRSM daryli čyrvonyja hvaździki. Pijaniery prahnuli ŭziać aŭtohraf.

— Pietr! Pietr! Iditie siuda!

Piotryk niaŭpeŭniena zrabiŭ niekalki krokaŭ.

— Nu čto žie Vy! Iditie!

Taćciana padyšła i, uziaŭšy jaho za ruku, paciahnuła da Sieralikoviča.

— Konstantin Viktorovič! Poznakomtieś. Eto Pietr. Moj chorošij tovariŝ!

Sieralikovič praniźliva pahladzieŭ svaimi praniźlivymi i mudrymi vačami prosta ŭ vočy Piatru. Piotryk vytrymaŭ pozirk. Kanstancin Siarhiejevič praciahnuŭ ruku. Piotr adčuŭ mocny mužčynski pocisk ruki. Vieteran vidavočna praviaraŭ jaho.

— BRSMoviec? — spytaŭ Vieteran.

— Tak točno! Pioniervožatyj stoličnoj orhanizacii! — padcianuŭšysia skazaŭ Piotr.

Sieralikovič ścisnuŭ ruku jašče macniej. Piotryk adkazaŭ tym ža.

— Mołodiec! — z uśmieškaj skazaŭ jon. — Odobriaju vybor! Otličnyj tovariŝ, muž i otiec!

Vieteran pa-baćkoŭsku-dobramu pahladzieŭ na Taćcianu. Taćciana sumiełasia:

— Nu čto Vy, Konstantin Viktorovič… My…

—Tovariŝi... — znoŭ uśmichnuŭsia Vieteran i padmirhnuŭ Piatru. Piotryk pačyrvanieŭ.

U cišyni minskich vulic pavolna bryła para. Zachodziačaje sonca pryhoža aśviatlała horad Sonca — Minsk.

Ale pary nie było spravy da sonca. Zachoplenyja adzin inšym jany amal nikoha nie zaŭvažali.

— Skažitie Taťjana, a čiem by vy chotieli zaniaťsia pośle obučienija v institutie?

— Vy znajetie, Pietr. Do etoho jeŝie daleko. A zahadyvať na buduŝieje ja nie lublu.

— I vsie žie jesť kakije to płany?

Taćciana sumiełasia.

— Znajetie, možiet vy mienia nie pojmietie, prosto očień mnohije nie do konca ponimajut naš puť… Dažie moja mama, ona chočiet čtoby ja pošła v politiku…

— A Vy?

Taćciana spyniłasia i pahladzieła na Piatra.

— Vy diejstvitielno chotitie znať? — Jaje vočki śvidravali Piatra naskroź.

— Da.

— A Vy... nie budietie śmiejaťsia?

— Nu čto Vy!

— Ponimajetie, ja sčitaju, čto prieždie čiem idti v političieskoje rukovodstvo, nužno poprobovať žizń prostuju. Ja choču projti svoju vośmiletniuju otrabotku v ahrohorodkie. — Taćciana zacichła. — Vy naviernoje siejčas budietie sčitať mienia hłupoj…

Piotryk i nie viedaŭ što skazać. Serca syšło ŭ piatki. Bo jon sam płanavaŭ źjechać ź Minsku, kab nieści vysokuju haradskuju kulturu ludziam. Taćciana pakryŭdžana adviarnułasia.

— Taťjana! Ja dažie nie znaju kak skazať…

— Tohda nie hovoritie! — kinuła jana i chutka pajšła napierad.

— Taťjana stojtie! Vy nie poniali. — Piotryk schapiŭ jaje za plečy. Taćciana vyrvałasia.

— Čto vy siebie pozvolajetie! A ja to dumała… — hatovaja zapłakać, Taćciana rvanuła ŭ bližejšy dvoryk.

— Taťjana, nu prostitie!

Piotryk pabieh za joj.

— Taťjana, podožditie!

Jana nie słuchała jaho i źbiehła. Niečakana pierad joj paŭstaŭ šłahbaŭm sa znakam «Postorońnim vchod vosprieŝien, ochraniajetsia sobakami». Taćciana spyniłasia.

— Taťjana! Nu kak vy mohli podumať. Ja žie…. Da ja sam choču v ahrohorodok!

Taćciana niedavierliva azirnułasia.

— Da, Taťjana. Ja tožie sčitaju, čto nužno načinať ottuda. Vied́ tam ludi! Tam nastojaŝije ispytanija! Vy priedstavlajetie kakoho truda stoit ahrobiełarusam odna posievnaja? A odna uboročnaja… Tam nastojaŝije problemy dostojnyje BRSMovca!

Taćciana hladzieła na jaho. Jaje vočy pavilhatnieli.

— Pietr… Prostitie ja niemnoho vspyliła… Mnohije nie do konca ponimajut takije ustriemlenija…

— Ja ponimaju, Taťjana!

— Pietr vy, vy nastojaŝij…

Niečakana pablizu pačulisia kroki. Piotryk naściarožyŭsia. U dvoryk ślizhanuŭ try cieni.

— Kto eto? — spałochana prašaptała Taćciana.

— Nie znaju, no oni točno biez flikierov!

— Kak biez flikierov? Vied́ eto žie narušienije!

— Nie znaju, Taťjana, nie znaju…

Try dziŭnyja asoby cicha padyšli da ich. Trojca była apranutaja ŭ džynsy i majki. Adzin ź ich paliŭ, druhi trymaŭ u ruce butelku piva. Piotr vyprastaŭsia.

— A chto tam idzie? — hidka praciahnuŭ prakurany hołas.

— Čto vam nado? — ćviorda spytaŭ Piotryk.

— Šakałada! — trojca zarahatała.

— Čto takoje šokoład? — cicha šapnuła Taćciana.

— A što ŭ nas tutaka? Hy, bač ty — BDSMaŭniki.

— Taťjana, — hučna skazaŭ Piotryk, kab dadać sabie ŭpeŭnienaści — Taťjana stańtie za moju śpinu i, v słučaje čieho, biehitie!

— Piotryk, — spałochana prašaptała jana. — Kto eto?

— Ja słyšał o takich. Eto antihosudarstviennyje ličnosti. Oni tolko i diełajut, čto narušajut zakon.

— Oj, mamočki…

— Mamački-raziamački. U nas tut Piotryk i Taniečka. Zabłukali ŭ načy. A ci možna prystojnym dzietkam chadzić pa načach? — splunuŭ kurec.

Trojca akružyła Piatra i Taćcianu.

— Zabač, jaka reč! — praciahnuŭ adzin ź ich i sarvaŭ z Taćciany flikier.

Vusny Piatra zatreślisia ad kryŭdy. Ale jon viedaŭ, što nie pavinien bajacca. Nie maje jon na heta prava.

— Nie śmieť! Vy, proklatyje otmorozki! Viernitie niemiedlenno flikier.

U nastupnaje imhnieńnie Piotryk adčuŭ mocny tyčok ŭ vusny i salenavaty prysmak ŭ rocie.

— Maŭčać, haŭniuk. Abydziecca tvaja kurva biez hetych haŭnikieraŭ, — dychajučy pieraharam paviedamiŭ čałaviek z butelkaj. Piotryk horda vyprastaŭsia, rychtujučysia kinucca na voraha. Situacyja napalałasia.

Niečakana pačułasia sirena patrulnaj mašyny.

— Šuba, chłopcy! Musara!

— Voś, chalera, vyradki! Nu ničoha, my vas jašče sustreniem, dzietki!

Trojca chutka źnikła ŭ padvarotniach.

— Trusy! — horda prakryčaŭ Piotryk im uśled. — Tolko stajej napadať i umiejetie!

U dvoryk ŭvajšli dva słužačych Armii Milicyi Asablivaha Pryznačeńni. Jany adrazu nakiravalisia da pary.

— Sieržanty Čižikov i Pyžikov. Patrul AMON. Čto tut proizošło?

— Na nas napali, — adkazaŭ Piotryk.

— Da, eti otmorozki… — paćvierdziła Taćciana.

— Vaši dokumienty!

Piotryk praciahnuŭ členski bilet BRSM, heta ža zrabiła i Taćciana. Patrulnyja adrazu rassłabilisia. Mimachodam zirnuŭšy na dakumienty, Čyžykaŭ viarnuŭ ich Piatru.

— Hovoritie, otmorozki? Vy nie postradali?

— Jerunda... — adkazaŭ Piotr, vycirajučy rukoj kroŭ.

— Oni jeŝie moj flikier zabrali… — šmyhajučy nosam praciahnuła Taćciana.

— Flikier — eto da... Biez flikiera eto nieporiadok, — niaŭpeŭniena praciahnuŭ Pyžykaŭ i pahladzieŭ na Čyžykava.

— Ničieho, u mienia jeŝie odin jesť. Ja vsiehda nošu dva na vsiakij słučaj, — skazaŭ Piotryk.

— Kuda oni pobiežali, — pavažnym tonam spytaŭ Čyžykaŭ.

— Kuda-to tuda… — niapeŭna machnuŭ rukoj Piotr.

Siaržanty imhnienna adsalutavali. Čyžykaŭ skazaŭ:

— Iditie skorieje domoj. A my pojdiem vypołniať svoj dołh.

Pyžikaŭ palapaŭ Piatra pa plačy:

— Mołodiec, parień! Otstojał tovariŝa! — z hetymi słovami vartaŭniki achovy pravaparadku syšli.

Iznoŭ źmiarkałasia. Iznoŭ Piotryk padvodziŭ Taćcianu da jaje padjezdu. Jany išli trymajučysia za ruki. Taćciana saramliva maŭčała. Kala padjezda jany spynilisia.

— Pietr, mnie nado biežať. Vied́ mnie jeŝie nietu dvadcati odnoho. A pośle dvienadcati, Vy znajetie, komiendantskij čas… Možno ja viernu flikier zavtra?

— Nu čto vy, Taťjana, ja by chotieł jeho vam podariť.

Taćciana saramliva ŭśmichnułasia:

— Tohda do zavtra?

— Do zavtra…

Jana pavolna pajšła ŭ padjezd, ale kala dźviarej azirnułasia, padbiehła da Piatra i cmoknuła jaho ŭ vusny.

Imhnienna sumiełasia i ciapier źnikła ŭ dźviarach. Piotryk stajaŭ pryhałomšany. Upieršyniu jaho pacałavała dziaŭčyna.

Dadomu Piotryk išoŭ akryleny. Takim ščaślivym jon siabie nie pamiataŭ.

Raptam na ziamli jon ubačyŭ cień. Piotryk spyniŭsia i pahladzieŭ uvierch. Tam u biaskoncaj vyšyni načnoha nieba lacieŭ busieł. Piotr začaravana hladzieŭ na jaho.

«Eto znak! Etot Aist — eto znak toho, čto u nas s Taťjanoj budiet śvietłoje buduŝieje».

A busieł padumaŭ: «Chalera, nu jaki ž kapiec!».

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?